środa, 22 marca 2017

WCiD 8: Wczesny start czy późniejsza porażka?

W ostatnim tygodniu powiało nudą. Weekend spędziłam pod ciepłym kocem na sofie, pociągająca nosem z okropnym bólem głowy. Na szczęście już mi przeszło. Cały czas czytam Barndomspsykologi. Myślałam,że uda mi się skończyć książkę do niedzieli, ale dwa pierwsze rozdziały były ciężkie do przełknięcia. Opisy różnych psychologiczno - socjologicznych teorii które miały wpływ na kształtowanie się nowego spojrzenia na rozwój dziecka były okropne. Jednak bardzo zaskoczył mnie rozdział trzeci omawiający między innymi różne sposoby nauczania małych dzieci. Gdy czytałam ten rozdział to od razu przypomniałam sobie rozmowę L. z jego przyjacielem, który skarżył się, że jego córka nie dostała miejsca w przedszkolu w którym chcieli. Teraz będą musieli wozić małą 3 kilometry do innego przedszkola. Domyślam się odległość nie jest aż tak dużym problemem, gdyż w trakcie rozmowy znajomy poruszył inną kwestię dotycząca jakości usług. Znajomi uważają, że przedszkole które dostali nie jest aż tak dobre jak te które wybrali dla swojej córki. Podkreślili wyraźnie, że nie ma tylu fajnych, zorganizowanych zajęć dla dzieci. W tym miejscu zaczyna się najciekawsza część rozmowy. Jakość przedszkola mierzona jest ilością zajęć zorganizowanych w trakcie pobytu dziecka w placówce jak i zajęć dodatkowych. Maluchy mają mieć angielski, rytmikę, lekkoatletykę, plastykę i inne zajęcia prowadzone według "znanych i popularnych metod", które mają poprawić zdolności naszych dzieci i sprawić że będą bardziej inteligentne, przebojowe i wyjątkowe. Nie neguję sposobu prowadzenia zajęć w polskich przedszkolach. Jak najbardziej można trzy letnie dziecko "wytresować" w czytaniu. Tylko po co, skoro najnowsze badania pokazują, że kilka lat później, gdy inni rówieśnicy opanują naukę czytania "wyjątkowość" dziecka znika. Autor książki pisze, że oczywiście inteligencja dzieci biorących udział w różnych programach zorientowanych na wczesne nauczanie jest wyższa niż rówieśników, ale tylko tak długo jak dzieci biorą udział w programie. Po zakończeniu a nawet kilka lat później nie ma żadnej różnicy między tymi dziećmi a innymi. Dodatkowo podkreśla, że wczesne szkolne nauczanie dzieci wpływa negatywnie na kompetencje społeczne dzieci, zmniejsza motywację do nauki w późniejszym okresie szkolnym. Pisze nawet, że wczesny start to późniejsza porażka edukacyjna dziecka. Ocenę słuszności tego punktu widzenia zostawiam wam.
Osobiście cieszę się bardzo, że moje dzieci w przedszkolu nie mają żadnych szkolnych zajęć. Owszem mają zajęcia plastyczne od czasu do czasu. Codziennie mają chwilę z książką i czytanie na głos przez nauczyciela. Dodatkowo spędzają dużo czasu na dworze w różnych warunkach pogodowych, chodzą na wycieczki do lasu, szałasu, nad rzekę czy pobliskie place zabaw.  Gabriel rok temu znał nazwy wszystkich planet w układzie słonecznym i potrafił powiedzieć kilka słów charakterystycznych o każdej. Wszystkiego nauczył się w przedszkolu podczas zabawy. Każdego tygodnia mieli wycieczkę na inną planetę. Dzieci same przygotowały duży model układu słonecznego na oddział, a do domu przynosił różnego rodzaju kosmitów i statki kosmiczne. W tym roku skupili się nad umiejętnościami społecznymi dzieci. Teraz pracują nad przyjaźnią. Co to znaczy być przyjacielem? Co robi dobry przyjaciel? Najważniejsze z tego wszystkiego jest to, że moje dzieci w przedszkolu są dziećmi, nie uczniami. Czas między posiłkami spędzają na zabawie z innymi. Tak, moje dzieci bawią się w przedszkolu> klocki, samochody, lalki. Bawią się w lekarza, sklep, dom, restaurację, fryzjera. Na dworze kopią dziury w ziemi, biegają z kijkami, grają w piłkę. Poprzez zabawę uczą się współpracy, podejmowania decyzji i rozwiązywania problemów. 

Ps. W dzisiejszym bardzo szybko zmieniającym się społeczeństwie bardzo trudno zdecydować jakie umiejętności będą potrzebowały nasze dzieci w przyszłości: fizyka,chiński a może balet. Dlatego najczęściej wysyłamy je na wszystkie możliwe. Jednak czy w ten sposób nie wychowujemy pokolenia przeciętniaków, którzy potrafią wszystko i nic?
Ps1. Czy wiecie, że dla 5-letniego dziecka 10 minutowe siedzenie w spokoju może być bardziej męczące niż skakanie i bieganie.

W sumie na ten temat mogłabym pisać i pisać, może kiedyś napiszę bardziej "naukowy" artykuł o nauce poprzez zabawę i wpływie zabawy na rozwój dziecka.

Na drutach mam czapkę dzierganą wzorem patentowym.





Wpis w ramach zabawy u Maknety.

sobota, 18 marca 2017

Babyvotter - rękawiczki dla niemowlaka

Sąsiadka poprosiła mnie o zrobienie rękawiczek dla maleństwa. W ciągu jednego wieczoru powstały oto takie rękawiczki dla niemowlaka.


Rękawiczki wykonane z BabyULL firmy gjestalgarn według wzoru znajdującego się w jednym z katalogów producenta włóczki. Dziergane na drutach nr 5 podwójną nitką.

środa, 15 marca 2017

WDiC 7: Czapkowe szaleństwo podczas wykładów.

Ostatni tydzień został podzielony na dwa okresy. Ten do soboty i ten od poniedziałku. Do soboty moim głównym zajęciem były obowiązki domowe i pisanie pracy zaliczeniowej. Dodatkowo prułam. Sprułam czapkę Lothepus i FANA-kofte. Tak, to już drugi raz jak pruje ten sweter. Może za trzecim razem uda mi się w końcu go zrobić. Cały czas wydawało mi się, że chyba mam za mało włóczki na ten sweterek i że jakiś duży ten rękaw. Gdy wzięłam centymetr do ręki okazało się, że zamiast 22 oczek na 10 cm ja mam ich 17. Mam za swoje, że nie zrobiłam próbki. Wyszłam jednak z założenia, że skoro używam oryginalnej włóczki do wzoru to nie muszę tego robić, zapominałam tylko o jednej bardzo ważnej rzeczy: gdy przerabiam robótkę na okrągło to dziergam bardzo luźno. Jak na razie odkładam zrobienie tego swetra na inny, lepszy czas.
W niedzielę zaczęłam przeglądać po kolei wszystkie książki i czasopisma, aby znaleźć coś do robienia. Po pierwsze nie wytrzymam długo bez robótki w rękach, po prostu nosi mnie od nic nie dziergania. Po drugie miałam przed sobą trzy dni wykładów na uczelni i aby utrzymać koncentrację przez te kilka godzin, także muszę coś robić. Robienie na drutach podczas wykładu jest akceptowane przez większość wykładowców więc zawsze jest okazja aby coś tam dodatkowo dziergać, choć ja nigdy nie zabieram ze sobą skomplikowanych wzorów. Na początku planowałam rozpoczęcie kolejnego sweterka dla G. Jednak mały posiada ich już kilka, a na wzór który wybrałam wcześniej nie miałam odpowiedniego koloru włóczki. Tak więc postanowiłam zrobić czapki. W ciągu trzech dni wykładów powstały dwie. Powiedzmy że powstały, gdyż muszę dorobić jeszcze nauszniki i pompony.  


Książka to jedna z ostatnich pozycji literatury obowiązkowej. Psychologia dzieciństwa - małe dzieci w nowych czasach. Książka odnosi się do nowych teorii psychologicznych w ramach psychologii rozwojowej. Autor koncentruje się głównie na wczesnym dzieciństwie i roli środowiska na rozwój małego człowieka. Czytam. czytam i czytam. Mam nadzieję, że do niedzieli skończę i będę mogła zacząć czytać ostatnią książkę z listy.















Wpis w ramach środowej zabawy u Maknety.

środa, 8 marca 2017

WDiC 6: Rękawiczki, bliźniacze słowa i problemy dwujęzyczności.

Dzisiaj prezentuje wam coś z literatury nieobowiązkowej jeśli mówimy o uniwersytecie, jednak jak najbardziej obowiązkowej gdy rozmawiamy o dzieciach dwujęzycznych. Najstarszy syn zaczął mówić dość szybko. W wieku 2,5 lat potrafił powiedzieć całe, długie zdania. Owszem jako dziecko dwujęzyczne komunikował się przy użyciu słów z obu języków. W domu nie stanowiło to problemu, jednak przedszkole miało problem z zrozumieniem polskiej części wypowiedzi. Od 3 roku życia przychodziła do przedszkola pani, której zadaniem było wspieranie rozwoju języka oraz lepszej integracji dziecka z rówieśnikami. Po około kilku miesiącach starszy tak wmieszał się w grupę, że wspólna zabawa z innymi nie stanowiła problemu a i zasób słownictwa w obu językach powiększył się znacznie. Dodatkowo Gabi nabył umiejętności rozróżniania języka polskiego od obcego i sprawnie żongluje pojęciami w obu. Jednak na tym kończą się pozytywy dwujęzyczności.  Jako dziecko wychowane za granicą ma typowe problemy z odróżnianiem samogłosek i oraz y. Myli także szereg szumiący sz, ż, cz, dż z szeregiem ciszącym ś,ź, ć, dź. Dodatkowo ma słabe różnicowanie głosek dźwięcznych w opozycji do bezdźwięcznych np. Tomek - domek, cień - dzień. Ma problemy z wymówieniem literki r na początku zdania, jednak potrafi wypowiedzieć ją jeśli występuje w środku wyrazu. Jednym z pierwszych trudniejszych słów jakie powiedział były truskawki oraz traktor.
Na początku nie zwracałam na to uwagi. Jednak podczas ostatnich wakacji w Polsce zorientowałam się, że Gabi mówi zupełnie inaczej niż jego rówieśnicy. Tutaj nie zwróciłam na to uwagi, gdyż nie miałam  grupy porównawczej. Po powrocie skontaktowałam się z przedszkolem i poprosiłam o logopedę. W całej gminie nie ma polskiego logopedy, tzn. są w Polskiej Szkole i tam prowadzą dzieci do niej uczęszczające. Natomiast do logopedy norweskiego może zacząć chodzić gdy będzie miał około 6 lat i nauczyciel wykryje wady wymowy w języku norweskim. Normalnie rozłożyłam ręce z bezsilności. Na całe szczęście dla nas, koleżanka z roku jest z wykształcenia polonistką z logopedią. To ona sprawdziła małego oraz zaczęła z nim ćwiczenia. Muszę przyznać, że na początku nie traktowałam tego bardzo poważnie. Doszłam do wniosku, że pewne wady wyrównają się same. I tak dzieje się w przypadku dzieci mieszkających w Polsce, jednak w przypadku dzieci mieszkających zagranicą nie jest to wcale takie łatwe. Dodatkowo na opóźnienia w rozwoju mowy nakładają się specyficzne interferencje fonetyczno - fonologiczne, uzależnione od tego, w jakim środowisku językowym wychowuje się dziecko. Mówiąc prościej dziecko wychowane w Anglii, Niemczech czy Francji będzie miało inne zaburzenia mowy polskiej.
Podczas ostatniej wizyty u Moniki dostałam test Bliźniacze słowa. Jest to test przesiewowy do badania dojrzałości szkolnej w zakresie percepcji i wymowy dzieci wielojęzycznych. Test składa się z zeszytu w którym opisane zostały problemy dwujęzyczności oraz instrukcja przeprowadzenia.  Dodatkowo test zawiera karty z obrazkami do badania. Muszę przyznać, że moja wiedza odnośnie języka polskiego, jego fonetyki, składni jest bardzo ograniczona. To przy pomocy kart potrafiłam sama wychwycić błędy w wymowie syna. Po wykonaniu testu uzmysłowiłam sobie, że moje dziecko ma dużo bardziej zaburzony rozwój mowy niż myślałam. Postanowiłam, że nie może dochodzić do sytuacji odpuszczania ćwiczeń bo coś tam wypadło. Musimy przeznaczyć minimum 15 minut dziennie na ćwiczenia, gdyż tylko przy regularnym wysiłku mogę mu pomóc. Zwłaszcza, że nie chcę aby moje dzieci kaleczyły język ojczysty. Zaburzenia mowy u starszego powodują dodatkowo zaburzania rozwoju mowy u młodszego. Już teraz słyszę, że mniejszy źle wypowiada swoje pierwsze słowa, źle układa język do wymowy głosek. Przed nami długa i pewnie ciężka droga do poprawnej polszczyzny ;-)


Na drutach mam rękawiczki dla Moniki. Takie małe podziękowanie za pomoc. I wszystkim dzieciom mieszkającym zagranicą życzę, aby na swojej drodze spotkały kogoś takiego jak ona. Kogoś, kto bezinteresownie, z dobrego serca poświęci im odrobinę swojego prywatnego czasu, aby mogły rozwijać się lepiej. Dziękujemy Ci bardzo. 

 Wpis w ramach wspólnej zabawy organizowanej u Maknety.

poniedziałek, 6 marca 2017

Druty w 2017

Na początku roku zrezygnowałam z przygotowania listy z postanowieniami na 2017. Jednak teraz doszłam do wniosku, że zbiorę w jedno miejsce swoje plany. Mam trochę więcej wolnego czasu niż zakładałam na początku. Studiowanie w tym roku jest przyjemniejsze niż w poprzednim, choć główna część dopiero przede mną. Najbardziej wymagające praktyki zaplanowane zostały na koniec marca. Do końca maja muszę także oddać pracę egzaminacyjną, która będzie bazować na doświadczeniach z praktyk. Chłopcy są coraz więksi i dużo lepiej potrafią zająć się sobą nawzajem niż wcześniej. Dobra organizacja obowiązków domowych (zakupy, sprzątanie i gotowanie) ułatwia funkcjonowanie. Dodatkowo dobre zarządzanie czasem pozwala wygospodarować jeszcze kilka dodatkowych chwil relaksu z drutami. Moim największym problemem jest jednak skakanie od projektu do projektu oraz wykonywanie kilku mniejszych w trakcie dziergania głównego *dużego* projektu.

Na pierwszym miejscu znajduje się rozpoczęta już FANA-kofte.
wzór


Drops 157-1

Gdy skończę dziergać FANA-kofte planuje wykonać ten zestaw dla siebie.

Włóczkę na projekt zakupiłam ponad rok temu. Nadal leży w kartonie i grzecznie czeka na swoją kolej.

książka
W prezencie dostałam kalendarz z wzorem na każdy miesiąc: KLOMPELOMPE Strikkekalender, w którym znalazłam kilka ciekawych prac. Jednak pierwszą jaką zrobię jest Sondre-genser. Włóczkę już mam. Kupiłam ją wcześniej aby zrobić inny sweterek z drugiej książki KLOMPELOMPE, jednak przyznaję ten podoba mi się bardziej.
Do tego powstanie pewnie kilka czapek, rękawiczki czy skarpetki dla najbliższych.

 


sobota, 4 marca 2017

Lothepus *czapka*

Nareszcie skończyłam pierwszą czapkę dla siebie, którą muszę na dodatek spruć.  Czapka jest przeogromna. Niestety nigdzie we wzorze nie jest wspomniane, że czapka jest dużego rozmiaru a moja głowa należy do małych 52,5 cm w obwodzie to raczej jest dziecięcy rozmiar.
Tak więc prezentuje gotową czapkę przed pruciem. Ciekawe kiedy uda mi się wydziergać kolejną.


Z czapki nie rezygnuje, gdyż podoba mi się wzór a i zestaw kolorystyczny wybierałam specjalnie pod zimowe okrycie. Pewnie nacieszę się nią w następnym roku, kiedy będzie zaliczona do czapek już nie modnych. W ciągu ostatnich kilku tygodni panuje szał na te czapki, wszyscy chcą je nosić, jednak już na jesień będzie leżała głęboko w szafie u większości, uważana za pospolitą i nie na czasie, gdyż inny wzór będzie bardziej porządany. Nawet nie przypuszczałam, że dzierganie podąża tak bardzo za modą i jedne wzory są bardziej popularne od innych.

środa, 1 marca 2017

WDiC 5: Nocne problemy

W środowy wczesny poranek siedzę przed laptopem, piję świeżo zaparzaną kawę i delektuję się ciszą. Słychać tylko odgłosy pustego domu i klikanie klawiszy na klawiaturze. Pralka pojedynczym głośnym sygnałem dała znać, że zakończyła swoją pracę. Zaraz zejdę do prali, wrzucę pranie do suszarki oraz ponownie uruchomię pralkę z kolejnym praniem, ale jeszcze nie teraz. Najpierw spokojnie i powoli napiję się kawy a potem rzucę się w wir obowiązków domowych. Oprócz prania powinnam ogarnąć jeszcze dom. Specjalnie nie używam słowa sprzątanie, gdyż nie ma co sprzątać jeśli powiedzmy, w domu panuje względny porządek. Ogarnianie domu w moim wykonaniu to pozbieranie zabawek z podłogi do pudełek, poprawienie poduszek na sofie, wymiana wody w kwiatach ciętych i pościelenie łóżek. Potem przyjdzie sąsiadka na kawę i ciasto> pyszny sernik na zimno z mango, który zrobiłam w poniedziałek.





Pomiędzy obowiązkami domowo - towarzyskimi usiądę w fotelu z robótką lub książką w ręku. Zobaczymy na co będę miała ochotę. Wróciłam do poradników o wychowaniu dzieci. Próbuję znaleźć dobry sposób na spokojny sen moich chłopców. Nie pamiętam, kiedy ostatnio obydwoje przespali całą noc w swoich łóżkach albo bez wołania do siebie. Starszy (4,5r) jest nocnym chodzikiem. Wybudza się w nocy, po czym przychodzi do nas do łóżka. Wcześniej mieliśmy ułożony materac obok naszego łóżka, więc  mały kładł się tam. Jednak młodszy (2,5r) wyrósł z łóżeczka więc materac przenieśliśmy na łóżko rezerwowe aby miał więcej miejsca.  Tak więc teraz starszy przychodzi do nas prawie co noc, natomiast młodszy nie ograniczony już szczebelkami łóżeczka przychodzi w środku nocy pod drzwi sypialni i krzyczy MAAAAMAAA.Więc mama wstaje i prowadzi małego do jego dużego łóżka, po czym musi położyć się obok. Rano L. budzi się obok G. a ja wstaję razem z J. Sposobów rozwiązania tego problemu jest kilka. Jednak większości z nich nawet nie biorę pod uwagę, z jednego bardzo prostego i najważniejszego powodu. Bardzo cenię sobie przespaną noc i kilkakrotne wstawanie do płaczącego dziecka, które potrzebuje bliskości nie jest moim sposobem na naukę samodzielnego spania. Już szybciej kupię duże, wygodne łóżko do sypialni chłopców tak abyśmy się w nim zmieścili. I co noc powtarzam sobie, że kiedyś to minie, kiedyś z tego wyrosną i już nie będą potrzebowali nocnego towarzystwa rodziców.
Na drutach powoli dziergam FANA-kofte. Odłożyłam na bok większą część sweterka i rozpoczęłam rękaw, którego już mam połowę.

Środowy wpis w ramach zabawy Wspólne dzierganie i czytanie organizowanej u Maknety.