środa, 18 października 2017

Środa z książką Złodziejka książek w jeden dzień

Ta środa z książką jest dla mnie wyjątkowa. Dzisiaj młodszy syn obchodzi swoje trzecie urodziny.



Czytelniczo przeszłam samą siebie. Przeczytałam 495 stron "Złodziejki książek" w jeden dzień, a dokładnie w mniej niż 10 godzin. Oczywiście, że nie czytałam cały czas. Miałam wymuszone prozą życia przerwy. Książkę zaczełam czytać na lotnisku, z nudów. Nie mogłam zabrać drutów z moją robótką na pokład samolotu. Nie miałam także ochoty na obserwację innych podróżnych podczas gdy L. był zatopiony w lekturze czasopisma. Książkę kupiłam dwa lata temu, wtedy też po przeczytaniu kilku stron odłożyłam ją na półkę. Trzy tygodnie temu tata L. zabrał książkę do Pl, teraz ja zabierałam ją z powrotem do domu. Zaczełam czytać po raz drugi i wpadłam jak śliwka w kompot.
Przyznam szczerze, że dawno nie miałam takiego dnia. Nic mnie nie ponaglało, nie musiałam przygotować kolacji dzieciom, nie było kąpieli ani układania do snu. Te wszystkie sekundy, minuty czy godziny miałam tylko dla siebie.

Książka jest napisana w bardzo ciekawy sposób. Przede wszystkim narratorem jest sama śmierć, która opowiada nam historię pewnej dziewczynki. Śmierć opowiada historię w sposób trochę chaotyczny. Kilka stron wczesniej uprzeda nas szerokim komentarzem o wydarzeniach, które mają dopiero nastąpić. Przygotowuje nas na śmierć.  "Złodziejka książek" potrafi także wzruszyć do łez. Przyznam szczerze, że kilkakrotnie ukradkiem ocierałam łzy a na sam koniec po prostu się popłakałam.

Osobiście najbardziej podobały mi się fragmenty, w których śmierć komentuje swoją pracę. Trzeba przyznać, że w tej książce śmierć posiada poczucie humoru i duży dystans do siebie.

 "Ja naprawdę potrafię być wesoły. I przyjacielski. I sympatyczny. I życzliwy. A to dopiero początek wyliczanki. Tylko nie proście mnie, żebym był miły. Ta cecha nie ma ze mną nic wspólnego."

 "Ludzie zauważają kolory dnia jedynie na jego początku i końcu, choć dla mnie jest oczywiste, że zmieniają się one z każdą chwilą, w całej mnogości odcieni i tonacji. Jedna godzina może się składać z tysięcy różnych barw. Woskowych żółcieni i chmurnych błękitów. Mrocznych ciemności."

 "Powiadają, że wojna jest najlepszą przyjaciółką śmierci. Ja mam inne zdanie na ten temat. Dla mnie wojna jest jak nowy szef, który oczekuje niemożliwego. Stoi ci nad głową i powtarza do znudzenia: "Zrób to, zrób to". Więc pracujesz coraz ciężej. Robisz, co ci każą. Ale szef nigdy ci nie dziękuje. Żąda coraz większych wysiłków."

Na drutach nadal mam zielony sweterek dla mnie, który może uda mi się skończyć do końca miesiąca.

Wpis w ramach


sobota, 14 października 2017

Mia - shorts *prezent*

Te słodkie spodenki to pierwsza część prezentu dla córki koleżanki z okazji pierwszych urodzin.









Spodenki wykonane według wzoru z drugiej książki KLOMPELOMPE na bazie włóczki Drops Merino Extra Fine.



środa, 11 października 2017

Środa z książką: dwa swetry i bakterie

Kiedyś wspominałam, że próbuje ograniczyć używanie telefonu przed zaśnięciem. Dlatego na nocnej szafce leży książka, którą czytam każdego wieczoru. W zależności od poziomu zmęczenia dniem, godziny pobudki o poranku a także godziny położenia się do łóżka jestem w stanie przeczytać o kilku do kilkunastu stron każdego wieczoru.

Czytam Dobre bakterie Robynne Chutkan. Jest to zupełnie inna książka niż poprzednia. Autorka koncentruje się w niej głównie na dysbiozie tj zaburzeniu w równowadze bakteryjnej jelit. Na razie doszłam do rozdziałów pomagających zdiagnozować dysbioze jelitową u siebie. Jak ją leczyć, autora przedstawia w późniejszych rozdziałach.


Na drutach mam sweterek robiony na zamówienie starszego syna. Raz musiałam go popruć, gdyż okazało się, że wyjdzie za mały ze względu na źle dobrane druty. Próbka była dobra, jednak robótka w praktyce już się nie zgadzała z wymogami wzoru. Zmieniłam druty na większe i przyznam się szczerze cały czas myślę, czy nie zacząć od nowa i nie zrobić swetra rozmiar większego, bo nadal nie zgadza mi się ilość oczek na 10 cm. Sweterek jest dość szeroki (80 cm w obwodzie dla 6 latka według wzoru) a Gabi dość szczupły.

Oraz drugi projekt dla mnie. Potrzebuje na szybko ciepły wełniany sweter do pracy. W swoim magazynie mam dość pokaźne zapasy różnej włóczki. Niektóre kłębki leżą już tam kilka lat, kupiłam je z zamiarem wydziergania projektów jednak z powodu zbyt małej ilości czasu i zbyt szybko rosnących dzieci włóczka nadal zajmuje miejsce z pudełkach. Mój sweterek powstaje z włóczki którą kupiłam chyba ponad 3 lata temu z zamieram zrobienia dwóch kompletów przedszkolnych dla chłopaków. Niebieski komplet dla Gabriela zrobiłam już jakiś czas temu, jednak włóczka jest dość twarda, gryząca i mały nie ubierać ani spodni ani sweterka. Jego komplet postanowiłam spruć a z włóczki przeznaczonej na Julkowy komplet powstaje sweterek dla mnie.


Wpis w ramach


czwartek, 28 września 2017

Środa z książką: 4 dni dla jelit

Wpis w ramach akcji Środa z książką publikuje z małym opóźnieniem. Jednak wczoraj nie miałam ani chwili aby usiąć przy komputerze i dokończyć ten wpis. Jak już wcześniej napisałam, odliczam dni do końca miesiąca i wyczekuje każdego wolnego dnia.



Po dwóch miesiącach oczekiwania dostałam wiadomość z biblioteki, że książkę którą zamowiłam wkońcu jest wolna. Książkę przeczytałam w jeden wieczór i przyznam szczerze, rozczarowałam się. Jest to jedna z niewielu norweskich książek o wpływie jedzenia na funkcjonowanie jelit. Na pierwszych stronach mamy bardzo podstawowe wiadomości o równowadze bakteri w jelitach oraz o znaczeniu priobiotyków w naszej diecie. Plusem książki jest krótka charakterystyka na przykład 10 priobiotycznych roślin. Roślin, które powinny znaleść się w diecie każdego z nas. Są to cykoria, słonecznik bulwiasty, czosnek, mlecz, wężymord, pora, karczoch, cebula, szparagii, pełne zboża, ale także orzechy, rukola, brukselka, brokuł, jarmuż, banany, pomidory, kukurydza, fasole i soczewica oraz pietruszka.

Dużym walorem książki są dość orginalne przepisy, które mają umożliwić nam wprowadzenie probiotycznych roślin do codziennego menu. Problemem może się jednak okazać dostępność zalecanych w książce produktów. Słonecznik bulwiaty jest dostępny w niektórych tutejszych sklepach, jednak przyznaję, że cena jest zaporowa aby przygotowywać go regularnie. Skorzenery jeszcze nie spotkałam. Tak więc mogę powiedzieć, że książkę przeczytałam, jednak raczej nie skorzystam z zawartych tam przepisów.

Mimo, że ostatnio jestem bardzo zajęta, to każdego dnia próbuję znaleść choć chwilę na dzierganie.
Na drutach mam drugą część prezentu dla przyjaciółki.


Wpis w ramach



sobota, 23 września 2017

Sweterki dla maluchów



... nie planuje, bo plany lubią się ***.......

Tak mogę napisać o tym projekcie. Planowałam je zrobić w trakcie wakacji tak, aby były gotowe na nowy rok szkolny. Jednak ja to lubimy mówić lepiej późno niż wcale. Dlatego dzisiaj mogę zaprezentować efekty swojej pracy.


Sweterki wykonane według wzoru z książki Klompelompe strikkekalender w rozmiarze 4 i 6 lat.


Włóczka wykorzystana do sweterków to Drops Cotton Merino. 


środa, 20 września 2017

Środa z książką: Dobre bakterie

Ostatnio moje życie przyśpieszyło. Sprawy zawodowe nakładają się na intesywne życie rodzinne. Dodatkowo wrzesień jest dość intesywnym miesiącem w pracy i przyznaję że odliczam dni do jego końca. Przez ostatnie 3 tygodnie nie miałam zbyt wiele czasu dla samej siebie i czuję zmęczenie, którego nie udało mi się zregenerować w weekendy.

Wieczorami przed zaśnięciem czytam koleją książkę Robynne Chutkan Dobre bakterie.


Na drutach mam prezent z okazji pierwszych urodzin dla małej dziewczyni, córki koleżanki. Tutaj nie muszę się zbytnio śpieszyć, bo mała świętować będzie dopiero w listopadzie.



Wpis w ramach

Pozdrawiam serdecznie

sobota, 9 września 2017

Podsumowanie diety zdrowa lekkość brzucha

Przez ostatnie dwa tygodnie byłam na diecie według zaleceń Robynne Chutkan. Dzisiaj chciałam podsumować te 10 dni z dietą bez soi, mleka, glutenu, cukru oraz alkoholu.
Przede wszystkim żałuję, że nie zmierzyłam się przed rozpoczęciem diety, gdyż zgubiłam brzuszek a i  moje boczki są mniejsze. Obwód w pasie zmniejszył się o około  3 - 5 centymetrów, a waga pokazuje 2,5 kg mniej. Czuję się lepiej i zdecydowanie lżej. Nie narzekam na wystający i ciężki brzuch, co było moją udręką. To właśnie uczucie ciężkości, wypełnienia i wzdęcia skłoniły mnie do rozpoczęcia diety. Przyznaję że miałam ciężkie chwile w poprzedni weekend. Całe szczęście, że był to dzień wolny od pracy, bo inaczej nie wiem czy dałabym radę powstrzymywać się od wiatrów. Przez cały dzień schodziło ze mnie powietrze i to dosłownie. Następnego dnia puściło mnie także zatwardzenie, które trzymało mnie od początku diety i  było głównym powodem dla którego wątpiłam w skuteczność diety. Jednak jak pisze Giulia Enders w książce Historia wewnętrzna istnieje coś takiego jak zasada trzech dni.  Jelito grube składa się z trzech części. Udając się do łazienki, zwykle opróżniamy tylko trzecią, ostatnią część jelita. Jego ponowne napełnienie potrwa najprawdopodobniej do następnego dnia. Przyjmując środki przeczyszczające możemy opróżnić wszystkie trzy części, dlatego w tej sytuacji mogą upłynąć kolejne trzy dni, zanim jelito będzie dostatecznie wypełnione, aby domagać się wypróżnienia. Dodatkowo osoby z wolnym pasażem jelitowym mogą potrzebować jeszcze dłuższego czasu, aby udać się do łazienki. Poprawkę należy także wziąć na płeć. U kobiet procesy trawienne przebiegają zwykle dużo wolniej niż u mężczyzn. Natomiast zalegające resztki pokarmowe w jelicie grubym są także doskonałą pożywką dla różnego rodzaju bakterii, które produkują gazy formujące wzdęcia.

Pierwsze trzy dni diety były trudne, gdyż wymagały zmiany nawyków oraz bezlitośnie wskazały ilość produktów do odstawienia. Jak już wspomniała we wcześniejszym poście, pierwsze dni diety były sporym wyzwaniem mimo, że odżywiamy się zdrowo. Aby nie spędzać zbyt dużo czasu w kuchni na gotowaniu podwójnych obiadów przez te 10 dni panowała zasada, że obiad zostaje przygotowany według zasad diety (całe szczęście, że moje kochane dzieciaki jedzą wszystko). Dodatkowo robiłam większe porcje, aby następnego dnia mieć gotowy lunch. W lodowce także czekała ugotowana kasza jaglana, którą w każdej chwili mogłam przygotować na śniadanie, obiad czy kolację. 

Przy dobrej organizacji dieta wcale nie jest uciążliwa.
Zanim przeszłam na dietę przygotowałam menu na tydzień, zakupiłam potrzebne i brakujące produkty. Przygotowanie posiłków ułatwiło mi bardzo posiadanie kilku dobrych pozycji kulinarnych jak i także świetne strony internetowe z przepisami dla alergików.  

Tak więc co jadłam i piłam?
Najprościej wygląda sprawa z płynami. Jako, że nie piję ani kolorowych napoi gazowanych ani gotowych soków owocowych ta kwestia była bardzo łatwa. W pracy piłam wodę z cytryną, w domu pokrzywę czy czystek. Najtrudniej było obejść mi się bez kawy, którą ograniczyłam do jednej filiżanki dziennie. 
Mleko nie jest moim faworytem i w lodowce stoi tylko, ze względu na dzieci (nie piją w domu mleka, wykorzystuje je do przygotowania naleśników) oraz, że pijemy kawę z mlekiem. Tak więc mleko do kawy zamieniłam na mleko migdałowe. Mleko migdałowe wykorzystywałam także do przygotowania śniadania. W weekend gotowałam owsiankę z kaszy jaglanej, natomiast w dni tygodnia przygotowywałam pożywne smoothie z owocami i kaszą jaglaną, które zabierałam do pracy. Przez te 10 dni nie jadłam kanapek z serem, nie spożywałam jogurtów, kefiru,masła czy śmietany. I o dziwo muszę przyznać, że wcale mi ich nie brakuje.
Cukier był najbardziej wymagającym składnikiem do wyeliminowania. Autorka zaleca całkowitą rezygnację nie tylko z cukru białego ale także tego ukrytego w produktach. Przeczytajcie uważnie etykiety, a najlepiej dodatkowo skorzystajcie z  wagi aby zobaczyć ile tak naprawdę jest tego cukru w danym produkcie.
Gluten okazał się łatwiejszym przeciwnikiem niż sądziłam. Od kilku miesięcy nie wykorzystuje mąki pszennej, to jednak chętnie sięgam po mąkę orkiszową i jęczmienną z których piekę chleb. W szafce kuchennej mam także mąką żytnią oraz owsianą, które także wykorzystuję. W tej kwestii sprawę postawiłam jasno, żadnego pieczywa (nie miałam ochoty na pieczenie bezglutenowego chleba, jednak upiekłam bezglutenowy jabłecznik na weekend). I tutaj odnajduję prawdopodobną przyczynę spadku wagi. Pieczywo własnego wypieku spożywałam każdego dnia, czy to na śniadanie, lunch czy kolację. Całkowita rezygnacja z domowych wypieków spowodowała drastyczne ograniczenie spożycia kalorii. Na śniadanie przygotowywałam sobie smoothie z kaszy jaglanej z owocami np bananem, borówkami czy truskawkami z mlekiem migdałowym. Na lunch jadłam resztki z obiadu, natomiast kolacji nie miałam. Po pierwsze  nie chciało mi się robić podwójnej a po drugie postanowiłam dać odpocząć układowi pokarmowemu wieczorem i nocą zachowując minimum 12 godzinną przerwę. Ostatni posiłek, najczęściej owoce spożywałam przed 19.

 
Przygotowanie obiadów okazało się dużo łatwiejsze niż sądziłam. Musiałam tylko trochę bardziej pokombinować, a raczej skorzystać z produktów mniej popularnych. Podstawę każdego posiłku stanowiła kasza  jaglana, gryczana, soczewica, nasiona strączkowe  lub ryż oraz duże ilości świeżych warzyw typu marchew, pietruszka, seler, cukinia, kalafior, oraz jarmuż. Dodatkowo przyprawy oraz moje ulubione mleko kokosowe. Uwierzcie, dzięki tym składnikom powstawały przepyszne i sycące dania. Część z nich możecie zobaczyć tutaj.

To co najbardziej mnie zaskoczyło  podczas diety to brak uczucia głodu. Jadłam to co miałam pod ręką (pod warunkiem, że spełniało warunki diety) oraz tyle ile chciałam. Po kilku dniach żołądek przyzwyczaił się także do mniejszego obłożenia i po prostu jadłam jeszcze mniejsze porcje. Nie przeszkadzało mi także, że inne osoby z mojego otoczenia spożywają posiłki przy mnie.

Co dalej?
Postanowiłam dalej kontynuować dietę. Co prawda nie w tak rygorystycznym wydaniu. Nie mam alergii na gluten, laktozę czy soję, dlatego wcale nie myślę o całkowitej rezygnacji z tych produktów. Jedak 4 - 5 dni w tygodniu zamierzam eliminować gluten czy mleko ze swojej diety. Biały cukier dawno dostał u nas czerwoną kartkę, to jednak jeszcze bardziej zwracam uwagę na cukier ukryty, który zamierzam wyeliminować w jak największym stopniu z naszej diety. Pozostałe dni wchodzą w grupę dni "normalnego jedzenia" w ramach wizyty u znajomych czy przygotowaniu posiłków dla gości, czy też najzwyklejszej przyjemności z przepysznego ciasta czekoladowego.


sobota, 2 września 2017

Tęczowe skarpetki

 Dzisiaj prezentuje jeden z wcześniej wykonanych projektów: tęczowe skarpetki.




Po wykonaniu dwóch par kolorowych skarpetek zostało mi jeszcze trochę włóczki. Za mało, aby zrobić jeszcze jedną parę, a za dużo aby tak po prostu wyrzucić. Z segregatora we wzorami, wyszperałam wzór na tęczowe skarpetki. W włóczkowym magazynie znalazłam resztki innej włóczki, która pasowała grubością i tak powstały niżej prezentowane skarpetki.

Teraz mogę powiedzieć, że jestem przygotowana do zimy ;-)

środa, 30 sierpnia 2017

Środa z ksiażką W drodze do lekkości

W weekend skończyłam czytać książkę Robynne Chutkan Zdrowa lekkość brzucha, którą prezentowałam podczas ostatniego wpisu w ramach Środa z książką organizowanej u Maknety.



Przeczytałam i polecam każdemu, kto chciały choć trochę poznać powody swoich problemów trawiennych. Książka nie wprowadza bynajmniej nowej wiedzy dla osób zorientowanych w zdrowym czy ekologicznym żywieniu, jednak stanowi dobry początek dla osób niezorientowanych w temacie.
Nikogo chyba nie trzeba przekonywać, że to co jedli nasi dziadkowie, a to co spożywamy my dzisiaj niewiele ma wspólnego ze sobą. Mimo bezustannego dostępu do jedzenia, większość osób w krajach rozwiniętych jest niedożywiona. Bo jedzenie a pożywienie to dwie zupełnie inne sprawy. Jedzenia nie brakuje na sklepowych półkach.  Kolorowe opakowania i agresywne reklamy zachęcają nas do kupowania i spożywania produktów o długim terminie spożycia, które w trakcie procesu produkcyjnego zostały wzbogacone o tony witamin i innych składników odżywczych. Natomiast prawdziwego pożywienia nie trzeba wzbogacać, gdyż sam w sobie zawiera wszystkie nie zbędne dla nas składniki. Bo żywność, którą spożywamy każdego dnia powinna odżywiać nasz organizm a nie rujnować zdrowie.

W każdym razie nie odłożyłam książki na półkę. Jestem w trakcie 10 dniowego planu uwolnienia się od wzdęć, toksyn i trawiennego balastu. Mimo, że odżywiamy się bardzo świadomie, zdrowo i racjonalnie to przyznam szczerze, że dieta wymaga sporo wysiłku. Plan ten wymaga zmiany patrzenia na jedzenie, uważnego czytania etykiet i świadomego wyboru. Najtrudniej pozbyć się tych wszystkich automatycznych kroków. Np. Codziennie rano zaczynałam dzień od filiżanki kawy z mlekiem, jeśli miałam wolny dzień potrafiłam wypić nawet 3 - 4 kawy do godziny 15. Całe szczęście, że oduczyłam się słodzić kawę kilka miesięcy temu, bo inaczej dratyczne ograniczenie kawy byłoby torturą. Pierwszego dnia automatycznie nastawiłam wodę na kawę, jednak przypomniałam sobie, że muszę ograniczyć kawę do minimum. Wytrzymałam bez kawy do południa. Zaparzyłam filiżankę kawy około 13, dolałam mleka migdałowego. Pierwszy raz piłam kawę tak długo i uważnie, delektując się każdym łykiem. Następnego dnia sięgam po filiżankę czarnego napoju w pracy, podczas popołudniowego spotkania oddziału. Dzisiaj nie czuję potrzeby wypicia kawy.  Piję więcej pokrzywy i czystka.


Chutkan zaleca całkowite wykluczenia następujących produktów z diety
- soja - produkty sojowe w naszym menu praktycznie wcale nie goszczą, ze względu na modyfikacje genetyczną. Wyjątek stanowi sos sojowy.
- sztuczne słodziki, z tym nie ma problemu bo nigdy nie używałam. Nawet kupując od czasu do czasu napój gazowany wybieram ten z cukrem a nie aspartamem.
- przetwory mleczne. Ten punkt stanowi wyzwanie. Jako, że żaden z domowników nie ma alergii na laktozę to produkty mleczne znajdują się w naszej lodówce, głownie jogurt naturalny, kefir, masło i żółty ser. Ja jeszcze piłam kawę z mlekiem i stosowałam mleko do wypieków typu naleśniki. Samo mleko jest jednak ograniczone do minimum, gdyż podczas wakacji udało nam się zaobserwować poprawę pracy układu trawiennego u G. Przez miesiąc, kiedy to prawie nie spożywał produktów mlecznych przestał mieć problemy z brzydko pachnącymi gazami.
- gluten, także stanowi wyzwanie. Od kilku miesięcy nie spożywamy mąki pszennej, jednak wykorzystuję mąkę jęczmienną i żytnią do wypieków. Chleb nadal piekę dla dzieci, ja natomiast zrezygnowałam z wypieków na ten okres.
- alkohol, hmmm, jakoś wytrzymam weekend bez lampki wina.
- cukier. Tutaj także pojawiły się schody. Mimo, że ograniczyłam spożywanie cukru w naszej rodzinie do minimum, to cukier ukryty w produktach jest wyzwaniem.

Jako, że tylko ja jestem na diecie to muszę trochę bardziej pokombinować z ciepłymi posiłkami i lanczem do pracy.

Po zakończeniu diety zamierzam przeczytać kolejną książkę Robynne Chutkan Dobre bakterie.

Na drutach ma sweterek według tego samego wzoru co poprzedni, jednak tym razem dla starszego.


sobota, 26 sierpnia 2017

Kolorowe skarpetki

Na początku kwietnia prezentowałam zdjęcia kolorowych skarpetek, które zaczęłam dziergać dla siebie. Skarpetki zostały skończone dość szybko, jednak jak to najczęściej bywa, zabrakło czasu na zrobienie zdjęć. Zawsze wypadało coś ważniejszego. Jednak koniec z wymówkami i trzeba zabrać się do pracy.




Teraz pora zacząć dziergać skarpetki dla maluchów.

środa, 16 sierpnia 2017

Środa z książką: Zdrowa lekkość brzucha

Poprzednią książkę o jelitach przeczytałam dość szybko, jednak poczułam także niedosyt informacji na ten temat. Koleżanka poleciła mi książkę Robynne Chutkan Zdrowa lekkość brzucha, która może stanowić świetne uzupełnienie naszej wiedzy. Historia wewnętrzna stanowi dość dobry zbiór wiedzy teoretycznej na temat funkcjonowania układu trawiennego, jednak brakuje tam przykładów zaburzeń funkcjowania, jak i sposobów rozwiązania konkretnych problemów gastrologicznych. Książka Robynne Chutkan pomija szczegółowe opisy anatomiczne i bardziej skupia się na zaburzeniach funkcjonowania układu trawiennego. Zawiera także dużo informacji praktycznych dzięki którym możemy modyfikować swoje nawyki żywieniowe tak, aby układ trawienny służył nam jak najlepiej.
Na razie przeczytałam 6 rozdziałów, więc najważniejsza część książki - 10-dniowy plan uwolnienia się od wzdęć, toksyn i trawiennego balastu dopiero przede mną.



Na chwilę porzuciłam dzierganie sukienki i teraz w ramach odpoczynku wykonuje sweterek dla młodszego syna. W planach jest także identyczny dla starszego.


Wpis w ramach>

sobota, 5 sierpnia 2017

Sweterek Wiktorii

Prezent dla Wiktorii został skończony przed wyjazdem na urlop i teraz czeka na odebranie przez nową właścicielkę. Podobnie jak wcześniej prezentowany żółty sweterek dla siostrzenicy ten także nie posiada jeszcze guzików, które właścicielka chce wybrać sama.


Sweterek wykonany został z Drops Merino Extra Fine według wzoru zawartego w książce Klompelompe.



środa, 2 sierpnia 2017

Środa z książką: Najbardziej fascynujący organ naszego ciała

Podczas wizyty w księgarni zakupiłam kilka pozycji na letni urlop. Mój wybór padł między innymi na książkę Jelita - najbardziej fascynujący organ naszego ciała. Tematyką zdrowego odżywiania oraz wpływu jedzenia na zdrowie człowieka interesuję się już od dłuższego czasu i bardzo byłam ciekawa tego szumu wobec jelit. Co prawda temat jelit nie jest dla mnie niczym nowym. O znaczeniu jelit odnośnie zdrowia pierwszy raz słyszałam dwa lata temu podczas szkolenia odnośnie prawidłowego żywienia dzieci w przedszkolu. Postanowiłam jednak uzupełnić oraz poszerzyć swoją wiedzę na ten temat.




Na razie przeczytałam około 100 stron i jestem pozytywnie zaskoczona treścią. Książkę czyta się dość dobrze. Autora w sposób prosty i przystępny przedstawia działanie układu trawiennego.  Już od pierwszej strony uzyskujemy sporą dawkę wiedzy teoretycznej.

Książkę może przeczytam w tym tygodniu do końca. Kilka godzin jazdy z Koszalina do Wrocławia i z powrotem przed weekendem.

Na drutach mam rękaw do prezentowanej tydzień temu sukienki.



Pozdrawiam z gorącego Wrocławia.

sobota, 29 lipca 2017

Prezent urodzinowy dla siostry

Niedawno moja siostra obchodziła 32 urodziny. Z tej okazji postanowiłam wykonać dla niej wyjątkowy prezent. Mój wybór padł na Tiril-genser, płatny wzór z SandnesGarn. Sweterek wykonałam z Drops Air, wykorzystując zaledwie niecałe 4 motki włóczki.






środa, 26 lipca 2017

Środa z książką(2): Minimalizm

Nie wiem czy to urlop czy wizyta w księgarni jednak bardzo chętnie sięgam po książkę.
Podczas pierwszej wizyty w księgarni zakupiłam tylko dwie pozycje, które wpadły mi w oko. Wybór nie jest całkowicie przypadkowy, gdyż miałam ochotę na literaturę w tej tematyce. Jednak nie miałam czasu na poszukiwanie tej najlepszej książki, gdyż moja dwójka dosłownie roznosiła księgarnię buszując między regałami z książkami.
Jedną z nich jest Pożegnanie z nadmiarem:minimalizm japoński autorstwa Fumio Sasaki. Jest to moja pierwsza pozycja w tej tematyce, więc jak możecie przypuszczać jestem "zauroczona" prostotą minimalizmu i rady zawarte w książce na pewno wykorzystam po powrocie z urlopu aby uporządkować garderobę i inne schowki w których zalegają rzeczy na potem. Porządkowanie domu było głównym powodem zakupu tej książki. Od dłuższego czasu próbuję posprzątać zarówno garderobę jak i inne schowki, w które poupychałam rzeczy, które mogą się przydać, na potem, albo te, które szkoda mi wyrzucić. Posiadam także kartony, których nie rozpakowałam po przeprowadzce, czyli przechowuje je już 3 lata. W ten sposób wpadłam w kilka pułapek, które uniemożliwiają się pozbycie zbędnych rzeczy. Rady zawarte w książce są bardzo proste i można wprowadzić je w życie od razu. Autor pisze, że najbardziej kreatywni jesteśmy wtedy, gdy próbujemy coś wyrzucić albo że rzeczy przyciągają inne rzeczy. Natomiast powinniśmy się pozbyć wszystkich rzeczy, które trzymamy tylko do pozorów lub rzeczy, które nas ani ziębią ani grzeją.


Osobiście minimalizm stosuję od pewnego czasu w ubiorze. Jakiś czas temu zaczęłam interesować się modą, jednak nie śledzę nowinek modowych i nie podążam za trendami. Najbardziej zależało mi na wypracowaniu własnego stylu oraz ograniczeniu zakupów. Udało mi się zredukować zawartość szafy o ponad 50% i jeszcze sporo zostało do wyrzucenia. Dzisiaj zakupy są dla mnie przyjemnością, gdyż nie chodzę bezmyślnie między wieszakami. Mam jasno określony styl oraz kolorystkę garderoby, udaję się bezpośrednio do rzeczy które mnie interesują lub potrzebuję i szerokim łukiem omijam tęczowe wieszaki z przecenami. 

Na drutach nr 2,5 mam Drops Baby Alpaca Slik z której powstaje minimalistyczna sukienka dla mnie. Na razie udało zrobić dół sukienki. 


środa, 19 lipca 2017

Środa z książką(1): czyli jak dostać gratis

Ostatnio skarżyłam się na brak zainteresowania czytaną lekturą. Wenę do czytania miałam, jednak żadna z książek nie przykuła mojej uwagi na więcej niż kilka stron. Na jakiś czas postanowiłam odłożyć czytanie na boczny tor i skupić się na innych rzeczach. Dzięki temu udało mi się skończyć sweterek dla Wiktorii pokazywany w poprzednim poście oraz zaczęłam robić sweterek w prezencie dla mojej siostry.


Seks na kredyt czyli jak dosta gratis to satyryczne felietony Hanny Bakuły o erotycznym życiu nowobogackiej Polski. Autorka pisze głównie o mężczyznach, jednak między wierszami obrywa się także kobiecie, głównie nie dbającej o siebie i męża, jak i tej zainteresowanej "łatwym" i bogatym życiem. Książka jest idealna na letnie dni.


Post w ramach Środa z książką organizowanej u Maknety


środa, 21 czerwca 2017

WDiC16: Deszczowa pogoda i kolejny sweterek

Pogoda w ostatnich dniach nas nie rozpieszcza. Kto by pomyślał, że pod koniec czerwca może być tak zimno i deszczowo. Ogródek warzywny trzyma się jeszcze jako tako, ale na duże plony raczej nie liczę. Natomiast ogródek kwiatowy przed domem jest w dużo gorszym stanie. Moje kochane bratki raczej nie toleruję takiej ilości opadów.

Na drutach powstaje sweterek dla Wiktorii. Przez weekend udało mi się zrobić cały ażur oraz nabrać oczka na karczek, oraz na tył i przód. Oczka na rękawy leżą także na drutach zapasowych, gotowe do przerobienia. Nawet zaczęłam przerabiać pierwszy rękaw.



Jakiś czas temu napisałam, że jak tylko skończę edukację to nareszcie zacznę czytać to na co mam ochotę. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że opuściła mnie wena do czytania. Owszem czytam, po kilka stron z ksiązki i odkładam na półkę, biorę kolejną i znowu kilka stron. Teraz próbuję utrzymać choć na dłużej książkę Stephen King WIELKI MARSZ. Zobaczymy co z tego wyniknie.

Wpis w ramach


sobota, 17 czerwca 2017

5-te urodziny Gabriela.

W poprzednią sobotę świętowaliśmy 5 urodziny Gabriela.

Do przyjęcia przygotowywaliśmy się prawie dwa tygodnie. Mały zażyczył sobie Oktonautów na urodzinach. Przejrzałam ofertę sklepów internetowych, i znaleźliśmy gotowy zestaw urodzinowy w USA - czas dostawy około 3 tygodni. Zdecydowanie za późno aby zamówić. Nie zostało nic innego jak przygotować dekoracje i zaproszenia samodzielnie. Kupiłam talerze papierowe i kubki
plastikowe, które wykleiłam wydrukowanym motywem z ulubionej bajki.


Podobnie zrobiliśmy zaproszenia.


Przyjęcie urodzinowe dla kolegów z przedszkola zorganizowałam w piątkowe popołudnie.





Rozdając zaproszenia miałam nadzieję na ładną pogodę, gdyż zaplanowałam trochę konkurencji sportowych dla naszych gości. Impreza częściowo musiała odbyć się na dworze bo zaproszeni zostali tylko chłopcy, dokładnie dwunastu plus G w wieku 3 do 6 lat. Ogarnięcie takiej gromadki tylko w domu graniczy z cudem. Wierzcie, że po godzinie odliczaliśmy minuty do zakończenia imprezy i zastanawialiśmy się dlaczego napisaliśmy, że impreza jest do godziny 19 a nie 18.30. Całe szczęście, że na chwilę przestało padać i udało się wyrzucić tą zgraję bandytów na dwór. Przeprowadzenie jakichkolwiek konkurencji z taką grupą, która chce wszystko teraz i już, nie potrafi czekać na swoją kolej okazało się prawie nie możliwe. Najstarsi chłopcy znaleźli piłkę i zaczeli rozbijać się po ulicy. Uwierzcie mi, że całe osiedle słyszało, że jest impreza.







Jak jeszcze jestem w stanie zrozumieć chłopców, którzy potrzebują ruchu i emocji to do czerwoności doprowadziła mnie jedna z mam, która przyprowadziła dwójkę swoich synów. Najstarszy zaczął kopać i rzucać twardą piłką w pomieszczeniu, gdzie jest duża wisząca szklana lampa, jest oszklona biblioteczka i kilka innych delikatnych rzeczy. Gdy zwracam uwagę, dziecko tylko się śmiało i kontynuowało swoją zabawę, gdy zabieram piłkę poszło na skargę do mamy. Ta sama mama nie reaguje, gdy jej młodszy syn przepija paznokciami wszystkie dostępne dla niego balony. Z tego powodu inny chłopiec zaczyna płakać ze strachu i chowa się na kolanach u mamy. Żadnego pouczenia czy przepraszam. Uwierzcie mi, że po raz pierwszy i ostatni zorganizowałam przyjęcie urodzinowe dla tylu chłopców w domu. Następnym razem muszę znaleźć inne miejsce albo ograniczyć listę gości. Na koniec imprezy sam Gabi powiedział, że jest za głośno,  i że  za dużo dzieci i  za rok to on chce tylko najlepszych przyjaciół.
Na koniec imprezy każdy z chłopców dostał małą paczkę z porcją cukru, tak aby rodzice nie mieli zbyt łatwo wieczorem.