niedziela, 30 sierpnia 2015

Mały rozrabiaka

Ufff rzutem na taśmę udało mi się skończyć chustkę Rascal by DROPS Design w ramach wyzwania12 chust lub szali w jeden rok. Ciekawa jestem kiedy uda mi się wykonać chustę lub szal z prawdziwego zdarzenia, bo jak na razie wszystkie moje projekty wykonane zostały dla dzieci.
Chustka wykonana jest z Drops Fabel według projektu zamieszczonego na stronie internetowej producenta włóczek. 



Chustka zrobiona została dla Gabrysia, jednak już w trakcie próby zrobienia zdjęcia Gabi wyraził sprzeciw jej założenia, gdyż za bardzo drapie. Tak więc projekt zostanie spruty.


Projekt 40/52 oraz Projekt 3/12








sobota, 29 sierpnia 2015

I Heart Cables *czapka na sierpień*





Czapka I HEART CABLES wykonana według projektu Justyny Lorkowskiej jest prześliczna. Zakochałam się w czapce od pierwszego wejrzenia. Na razie wykonałam czapkę dla mniejszego Julka, w planach mam też czapkę dla Gabrysia.
Moja czapka wykonana jest Drops Merino Extra Fine.



Projekt 39/52

sobota, 22 sierpnia 2015

Krótkie spodenki na szelkach

Wzór na te spodenki wpadł mi od razu w oku, gdy przeglądałam katalog pierwszy raz. Spodenki nie są szczególnie trudne do zrobienia. Do wzoru na pewno powrócę w przyszłym roku lub nawet wykonam podobne wykorzystując do tego włóczkę 100% wełna.







Muszę przyznać, że spodenki na szelkach są szczególnie popularne wśród najmniejszych maluchów. Na moim oddziale aż  4 z 8 rocznych dzieci przychodzi do przedszkola w spodenkach wydzierganych przez mamy.


Spodenki wykonane są włóczką MANDARIN PEPIT produkowanej przez SANDNES GARN.


Projekt 38/52

środa, 5 sierpnia 2015

WDiC Zimowe klimaty

Kolejny post w ramach Wspólne dzierganie i czytanie.
Koniec wakacji, od poniedziałku pracuję na pełen etat. Do domu wróciłam samolotem. Lot trwał krócej niż podróż busikiem na lotnisko ;-).  Po odprawie zawsze udaję się do sklepu z książkami i gazetami. Wtedy najczęściej wybieram książki po okładce lub autora którego znam. Tym razem wybrałam dwie książki, jedna z nich to Zimowe dzieci - Jennifer McMahon.
Zimowe dzieci to powieść z pogranicza horroru, dramatu obyczajowego i thrillera. Przeszłość splata się z teraźniejszością, wybory dokonane sto lat temu mają poważne konsekwencje w przyszłości. 
Przeczytałam kilkanaście stron i wsiąkłam. Gdy nie to, że mam czas na czytanie tylko przed spaniem to pewnie już by było po książce. 397 stron to niewiele, zwłaszcza, że książkę czyta się bardzo przyjemnie. Jest tylko jedno ale. Książka za bardzo działa na moją wybujałą wyobraźnię i potem boję się być sama w domu. Pierwszego wieczoru musiałam zapalić światło w jednym z pokoi, bo bałam się zasnąć.


Na drutach robótka typowo zimowa. Rozpoczęłam ją przed wakacjami, teraz mam możliwość skończyć, gdyż nic i nikt mnie nie rozprasza w trakcie przerabiania wzoru. Przy następnym projekcie tego typu muszę zwrócić większą uwagę na równe natężenie włóczki.
 

niedziela, 2 sierpnia 2015

Idziemy na jagody

Wykorzystując dobrą pogodę wybrałam się na jagody. Krótki spacer do najbliższego lasu a następnie wyszukanie odpowiedniego miejsca. W 2,5 godziny udało mi się zebrać prawie 4 litry małych fioletowych kulek. Miałam okazję pobyć sama, nasłuchując głosów lasu. Tam ptaszek zaśpiewa, tutaj wiat zaszumi w koronach drzew a pod stopą złamie się sucha gałąź. Cicho i błogo. W głowie gonitwa myśli. Ile posiadam wspomnień z wypraw na jagody? Kiedy był pierwszy raz a kiedy byłam ostatnio?  Uśmiecham się sama do siebie, przeskakując od wspomnienia do wspomnienia.
Pierwsze migawki ze zbierania jagód to rodzinne wypady do lasu. Siostra i mama zbierają jagody, ja z tatą idę na grzyby a brat biega z kijem w ręku udając rycerza. Gdy wracaliśmy z grzybów chwilę zbieraliśmy jagody razem, najczęściej w mały słoik, który potem zawoziliśmy do babci i dziadka. Tata dodatkowo zrywał kilka gałązek z ładniejszymi jagodami, aby dziadkowie mogli sami oberwać fioletowe kulki. Ten rytuał powtarzany być co roku tak długo jak babcia i dziadek byli z nami.
W szkole średniej spędzałam każde wakacje w lesie. Z siostrą zbierałyśmy jagody, które następnie oddawałyśmy do piekarni, w ten sposób miałyśmy pieniądze na wakacyjne wydatki lub ekstra ciuchy. Poranne pobudki, śniadanie na polanie i długie pogaduchy o wszystkim i niczym.
Na studiach wybrałam się na jagody do Szwecji. Codziennie przez ponad miesiąc wychodziliśmy do lasu. Jagody śniły mi się po nocach. Był to też ostatni raz jak zbierałam jagody zarobkowo.
W następnych latach jeździłam na jagody wyłącznie rekreacyjnie, aby zebrać trochę na zimowe zapasy.

Pojemniki pełne, można wracać do domu. Tam czeka mnie ich czyszczenie *jak ja tego nie lubię robić* i najlepsza nagroda na świecie.  Jagody z cukrem. Pycha.