czwartek, 28 września 2017

Środa z książką: 4 dni dla jelit

Wpis w ramach akcji Środa z książką publikuje z małym opóźnieniem. Jednak wczoraj nie miałam ani chwili aby usiąć przy komputerze i dokończyć ten wpis. Jak już wcześniej napisałam, odliczam dni do końca miesiąca i wyczekuje każdego wolnego dnia.



Po dwóch miesiącach oczekiwania dostałam wiadomość z biblioteki, że książkę którą zamowiłam wkońcu jest wolna. Książkę przeczytałam w jeden wieczór i przyznam szczerze, rozczarowałam się. Jest to jedna z niewielu norweskich książek o wpływie jedzenia na funkcjonowanie jelit. Na pierwszych stronach mamy bardzo podstawowe wiadomości o równowadze bakteri w jelitach oraz o znaczeniu priobiotyków w naszej diecie. Plusem książki jest krótka charakterystyka na przykład 10 priobiotycznych roślin. Roślin, które powinny znaleść się w diecie każdego z nas. Są to cykoria, słonecznik bulwiasty, czosnek, mlecz, wężymord, pora, karczoch, cebula, szparagii, pełne zboża, ale także orzechy, rukola, brukselka, brokuł, jarmuż, banany, pomidory, kukurydza, fasole i soczewica oraz pietruszka.

Dużym walorem książki są dość orginalne przepisy, które mają umożliwić nam wprowadzenie probiotycznych roślin do codziennego menu. Problemem może się jednak okazać dostępność zalecanych w książce produktów. Słonecznik bulwiaty jest dostępny w niektórych tutejszych sklepach, jednak przyznaję, że cena jest zaporowa aby przygotowywać go regularnie. Skorzenery jeszcze nie spotkałam. Tak więc mogę powiedzieć, że książkę przeczytałam, jednak raczej nie skorzystam z zawartych tam przepisów.

Mimo, że ostatnio jestem bardzo zajęta, to każdego dnia próbuję znaleść choć chwilę na dzierganie.
Na drutach mam drugą część prezentu dla przyjaciółki.


Wpis w ramach



sobota, 23 września 2017

Sweterki dla maluchów



... nie planuje, bo plany lubią się ***.......

Tak mogę napisać o tym projekcie. Planowałam je zrobić w trakcie wakacji tak, aby były gotowe na nowy rok szkolny. Jednak ja to lubimy mówić lepiej późno niż wcale. Dlatego dzisiaj mogę zaprezentować efekty swojej pracy.


Sweterki wykonane według wzoru z książki Klompelompe strikkekalender w rozmiarze 4 i 6 lat.


Włóczka wykorzystana do sweterków to Drops Cotton Merino. 


środa, 20 września 2017

Środa z książką: Dobre bakterie

Ostatnio moje życie przyśpieszyło. Sprawy zawodowe nakładają się na intesywne życie rodzinne. Dodatkowo wrzesień jest dość intesywnym miesiącem w pracy i przyznaję że odliczam dni do jego końca. Przez ostatnie 3 tygodnie nie miałam zbyt wiele czasu dla samej siebie i czuję zmęczenie, którego nie udało mi się zregenerować w weekendy.

Wieczorami przed zaśnięciem czytam koleją książkę Robynne Chutkan Dobre bakterie.


Na drutach mam prezent z okazji pierwszych urodzin dla małej dziewczyni, córki koleżanki. Tutaj nie muszę się zbytnio śpieszyć, bo mała świętować będzie dopiero w listopadzie.



Wpis w ramach

Pozdrawiam serdecznie

sobota, 9 września 2017

Podsumowanie diety zdrowa lekkość brzucha

Przez ostatnie dwa tygodnie byłam na diecie według zaleceń Robynne Chutkan. Dzisiaj chciałam podsumować te 10 dni z dietą bez soi, mleka, glutenu, cukru oraz alkoholu.
Przede wszystkim żałuję, że nie zmierzyłam się przed rozpoczęciem diety, gdyż zgubiłam brzuszek a i  moje boczki są mniejsze. Obwód w pasie zmniejszył się o około  3 - 5 centymetrów, a waga pokazuje 2,5 kg mniej. Czuję się lepiej i zdecydowanie lżej. Nie narzekam na wystający i ciężki brzuch, co było moją udręką. To właśnie uczucie ciężkości, wypełnienia i wzdęcia skłoniły mnie do rozpoczęcia diety. Przyznaję że miałam ciężkie chwile w poprzedni weekend. Całe szczęście, że był to dzień wolny od pracy, bo inaczej nie wiem czy dałabym radę powstrzymywać się od wiatrów. Przez cały dzień schodziło ze mnie powietrze i to dosłownie. Następnego dnia puściło mnie także zatwardzenie, które trzymało mnie od początku diety i  było głównym powodem dla którego wątpiłam w skuteczność diety. Jednak jak pisze Giulia Enders w książce Historia wewnętrzna istnieje coś takiego jak zasada trzech dni.  Jelito grube składa się z trzech części. Udając się do łazienki, zwykle opróżniamy tylko trzecią, ostatnią część jelita. Jego ponowne napełnienie potrwa najprawdopodobniej do następnego dnia. Przyjmując środki przeczyszczające możemy opróżnić wszystkie trzy części, dlatego w tej sytuacji mogą upłynąć kolejne trzy dni, zanim jelito będzie dostatecznie wypełnione, aby domagać się wypróżnienia. Dodatkowo osoby z wolnym pasażem jelitowym mogą potrzebować jeszcze dłuższego czasu, aby udać się do łazienki. Poprawkę należy także wziąć na płeć. U kobiet procesy trawienne przebiegają zwykle dużo wolniej niż u mężczyzn. Natomiast zalegające resztki pokarmowe w jelicie grubym są także doskonałą pożywką dla różnego rodzaju bakterii, które produkują gazy formujące wzdęcia.

Pierwsze trzy dni diety były trudne, gdyż wymagały zmiany nawyków oraz bezlitośnie wskazały ilość produktów do odstawienia. Jak już wspomniała we wcześniejszym poście, pierwsze dni diety były sporym wyzwaniem mimo, że odżywiamy się zdrowo. Aby nie spędzać zbyt dużo czasu w kuchni na gotowaniu podwójnych obiadów przez te 10 dni panowała zasada, że obiad zostaje przygotowany według zasad diety (całe szczęście, że moje kochane dzieciaki jedzą wszystko). Dodatkowo robiłam większe porcje, aby następnego dnia mieć gotowy lunch. W lodowce także czekała ugotowana kasza jaglana, którą w każdej chwili mogłam przygotować na śniadanie, obiad czy kolację. 

Przy dobrej organizacji dieta wcale nie jest uciążliwa.
Zanim przeszłam na dietę przygotowałam menu na tydzień, zakupiłam potrzebne i brakujące produkty. Przygotowanie posiłków ułatwiło mi bardzo posiadanie kilku dobrych pozycji kulinarnych jak i także świetne strony internetowe z przepisami dla alergików.  

Tak więc co jadłam i piłam?
Najprościej wygląda sprawa z płynami. Jako, że nie piję ani kolorowych napoi gazowanych ani gotowych soków owocowych ta kwestia była bardzo łatwa. W pracy piłam wodę z cytryną, w domu pokrzywę czy czystek. Najtrudniej było obejść mi się bez kawy, którą ograniczyłam do jednej filiżanki dziennie. 
Mleko nie jest moim faworytem i w lodowce stoi tylko, ze względu na dzieci (nie piją w domu mleka, wykorzystuje je do przygotowania naleśników) oraz, że pijemy kawę z mlekiem. Tak więc mleko do kawy zamieniłam na mleko migdałowe. Mleko migdałowe wykorzystywałam także do przygotowania śniadania. W weekend gotowałam owsiankę z kaszy jaglanej, natomiast w dni tygodnia przygotowywałam pożywne smoothie z owocami i kaszą jaglaną, które zabierałam do pracy. Przez te 10 dni nie jadłam kanapek z serem, nie spożywałam jogurtów, kefiru,masła czy śmietany. I o dziwo muszę przyznać, że wcale mi ich nie brakuje.
Cukier był najbardziej wymagającym składnikiem do wyeliminowania. Autorka zaleca całkowitą rezygnację nie tylko z cukru białego ale także tego ukrytego w produktach. Przeczytajcie uważnie etykiety, a najlepiej dodatkowo skorzystajcie z  wagi aby zobaczyć ile tak naprawdę jest tego cukru w danym produkcie.
Gluten okazał się łatwiejszym przeciwnikiem niż sądziłam. Od kilku miesięcy nie wykorzystuje mąki pszennej, to jednak chętnie sięgam po mąkę orkiszową i jęczmienną z których piekę chleb. W szafce kuchennej mam także mąką żytnią oraz owsianą, które także wykorzystuję. W tej kwestii sprawę postawiłam jasno, żadnego pieczywa (nie miałam ochoty na pieczenie bezglutenowego chleba, jednak upiekłam bezglutenowy jabłecznik na weekend). I tutaj odnajduję prawdopodobną przyczynę spadku wagi. Pieczywo własnego wypieku spożywałam każdego dnia, czy to na śniadanie, lunch czy kolację. Całkowita rezygnacja z domowych wypieków spowodowała drastyczne ograniczenie spożycia kalorii. Na śniadanie przygotowywałam sobie smoothie z kaszy jaglanej z owocami np bananem, borówkami czy truskawkami z mlekiem migdałowym. Na lunch jadłam resztki z obiadu, natomiast kolacji nie miałam. Po pierwsze  nie chciało mi się robić podwójnej a po drugie postanowiłam dać odpocząć układowi pokarmowemu wieczorem i nocą zachowując minimum 12 godzinną przerwę. Ostatni posiłek, najczęściej owoce spożywałam przed 19.

 
Przygotowanie obiadów okazało się dużo łatwiejsze niż sądziłam. Musiałam tylko trochę bardziej pokombinować, a raczej skorzystać z produktów mniej popularnych. Podstawę każdego posiłku stanowiła kasza  jaglana, gryczana, soczewica, nasiona strączkowe  lub ryż oraz duże ilości świeżych warzyw typu marchew, pietruszka, seler, cukinia, kalafior, oraz jarmuż. Dodatkowo przyprawy oraz moje ulubione mleko kokosowe. Uwierzcie, dzięki tym składnikom powstawały przepyszne i sycące dania. Część z nich możecie zobaczyć tutaj.

To co najbardziej mnie zaskoczyło  podczas diety to brak uczucia głodu. Jadłam to co miałam pod ręką (pod warunkiem, że spełniało warunki diety) oraz tyle ile chciałam. Po kilku dniach żołądek przyzwyczaił się także do mniejszego obłożenia i po prostu jadłam jeszcze mniejsze porcje. Nie przeszkadzało mi także, że inne osoby z mojego otoczenia spożywają posiłki przy mnie.

Co dalej?
Postanowiłam dalej kontynuować dietę. Co prawda nie w tak rygorystycznym wydaniu. Nie mam alergii na gluten, laktozę czy soję, dlatego wcale nie myślę o całkowitej rezygnacji z tych produktów. Jedak 4 - 5 dni w tygodniu zamierzam eliminować gluten czy mleko ze swojej diety. Biały cukier dawno dostał u nas czerwoną kartkę, to jednak jeszcze bardziej zwracam uwagę na cukier ukryty, który zamierzam wyeliminować w jak największym stopniu z naszej diety. Pozostałe dni wchodzą w grupę dni "normalnego jedzenia" w ramach wizyty u znajomych czy przygotowaniu posiłków dla gości, czy też najzwyklejszej przyjemności z przepysznego ciasta czekoladowego.


sobota, 2 września 2017

Tęczowe skarpetki

 Dzisiaj prezentuje jeden z wcześniej wykonanych projektów: tęczowe skarpetki.




Po wykonaniu dwóch par kolorowych skarpetek zostało mi jeszcze trochę włóczki. Za mało, aby zrobić jeszcze jedną parę, a za dużo aby tak po prostu wyrzucić. Z segregatora we wzorami, wyszperałam wzór na tęczowe skarpetki. W włóczkowym magazynie znalazłam resztki innej włóczki, która pasowała grubością i tak powstały niżej prezentowane skarpetki.

Teraz mogę powiedzieć, że jestem przygotowana do zimy ;-)