środa, 15 marca 2017

WDiC 7: Czapkowe szaleństwo podczas wykładów.

Ostatni tydzień został podzielony na dwa okresy. Ten do soboty i ten od poniedziałku. Do soboty moim głównym zajęciem były obowiązki domowe i pisanie pracy zaliczeniowej. Dodatkowo prułam. Sprułam czapkę Lothepus i FANA-kofte. Tak, to już drugi raz jak pruje ten sweter. Może za trzecim razem uda mi się w końcu go zrobić. Cały czas wydawało mi się, że chyba mam za mało włóczki na ten sweterek i że jakiś duży ten rękaw. Gdy wzięłam centymetr do ręki okazało się, że zamiast 22 oczek na 10 cm ja mam ich 17. Mam za swoje, że nie zrobiłam próbki. Wyszłam jednak z założenia, że skoro używam oryginalnej włóczki do wzoru to nie muszę tego robić, zapominałam tylko o jednej bardzo ważnej rzeczy: gdy przerabiam robótkę na okrągło to dziergam bardzo luźno. Jak na razie odkładam zrobienie tego swetra na inny, lepszy czas.
W niedzielę zaczęłam przeglądać po kolei wszystkie książki i czasopisma, aby znaleźć coś do robienia. Po pierwsze nie wytrzymam długo bez robótki w rękach, po prostu nosi mnie od nic nie dziergania. Po drugie miałam przed sobą trzy dni wykładów na uczelni i aby utrzymać koncentrację przez te kilka godzin, także muszę coś robić. Robienie na drutach podczas wykładu jest akceptowane przez większość wykładowców więc zawsze jest okazja aby coś tam dodatkowo dziergać, choć ja nigdy nie zabieram ze sobą skomplikowanych wzorów. Na początku planowałam rozpoczęcie kolejnego sweterka dla G. Jednak mały posiada ich już kilka, a na wzór który wybrałam wcześniej nie miałam odpowiedniego koloru włóczki. Tak więc postanowiłam zrobić czapki. W ciągu trzech dni wykładów powstały dwie. Powiedzmy że powstały, gdyż muszę dorobić jeszcze nauszniki i pompony.  


Książka to jedna z ostatnich pozycji literatury obowiązkowej. Psychologia dzieciństwa - małe dzieci w nowych czasach. Książka odnosi się do nowych teorii psychologicznych w ramach psychologii rozwojowej. Autor koncentruje się głównie na wczesnym dzieciństwie i roli środowiska na rozwój małego człowieka. Czytam. czytam i czytam. Mam nadzieję, że do niedzieli skończę i będę mogła zacząć czytać ostatnią książkę z listy.















Wpis w ramach środowej zabawy u Maknety.

4 komentarze:

  1. Aż szczęka mi odwisła, kiedy przeczytałam, że na wykładach jest tolerowane dzierganie. Co kraj, to obyczaj. I wtedy sobie przypomniałam, że też bywały wypadki, kiedy za moich studenckich czasów któraś ze studentek dziergała na wykładach, ale to robiła po kryjomu, siadała daleko od wykładowcy i uważała , aby nie podpaść. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. W mojej grupie z 30 osób aż 7 przynosi druty na zajęcia. Niektóre dziewczyny wcale się z tym nie kryją i na przykład dziergają duże swetry w żakard, gdzie katalog ze wzorem leży przed nią. Ja wolę trochę mniejsze robótki, które mogę schować pod ławką. Podczas wykładów nie robię notatek, gdyż zarówno prezentacje jak i dodatkowe notatki zamieszczane są na profilu internetowym studenta. Moje wykłady to raczej dyskusja czy wymiana poglądów i doświadczeń na konkretny temat. Zupełnie inny świat.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ha fajnie, ja na studiach ukrywałam się z robótką pod stołem, ale robiłam tak tylko na niektórych wykładach, bo na większości musiałam notować :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Moja koleżanka na wykładach haftowała krzyżykami. Dla mnie to nie do pomyślenia, bo nie umiem uczyć się z cudzych notatek. Prezentacje, notatki na internetowym profilu studenta - OK, ale i tak muszę mieć coś od siebie.

    OdpowiedzUsuń